"Puls Medycyny" 2017 nr 11 (11), s. 27.

Decyzja o czasie trwania terapii powinna należeć do lekarza

Rozmawiała Marta Markiewicz

O szansach polskich pacjentów z nieswoistymi zapalnymi chorobami jelit 
na wczesne i optymalne leczenie „Puls Medycyny” rozmawia z prof. dr hab. n. med. Grażyną Rydzewską, prezesem Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

Czym jest nieswoiste zapalenie jelit?

Mówiąc o nieswoistych zapalnych chorobach jelit (NZJ) mamy na myśli dwie jednostki chorobowe tj. chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Obie są przewlekłymi schorzeniami autoimmunologicznymi. Nie można mówić o nich oddzielnie, gdyż nawet w 15 proc. przypadków obie te choroby się nakładają. Kluczową różnicą pomiędzy nimi jest lokalizacja. Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, jak sama nazwa wskazuje, występuje w jelicie grubym, podczas gdy choroba Leśniowskiego-Crohna może obejmować cały układ pokarmowy.

Najczęstsze objawy są swoiste dla danej choroby. Jeżeli mamy do czynienia z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego wykrywane jest ono stosunkowo szybko, gdyż jego objawem jest biegunka z krwią. Ci pacjenci są praktycznie dość szybko diagnozowani i nie dochodzi do sytuacji, w której są odsyłani do kolejnych lekarzy. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna, która nie zawsze obejmuje jelito grube. Objawy mogą manifestować się zupełnie niespecyficznie, m.in. bólami brzucha, gorączką, wodnistą biegunką czy utratą masy ciała. Dlatego też u osób z chorobą Leśniowskiego-Crohna bardzo często dochodzi do opóźnienia diagnozy.

Jaka grupa pacjentów najczęściej jest dotknięta tymi chorobami?

Szacujemy, że w Polsce mamy około 16-20 tys. pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna i blisko cztery razy więcej osób z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Nie jest to duża grupa, ale warto zwrócić uwagę, że większość pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit to ludzie młodzi. W rejestrze, który prowadzimy od 2005 roku, blisko 70 proc. pacjentów w momencie rejestracji miała mniej niż 35 lat. To są ludzie, którzy wchodzą w dorosłe życie, uczą się lub podejmują swoje pierwsze prace. Warto zwrócić uwagę na wyniki raportu przygotowanego przez Uczelnię Łazarskiego, który wskazuje, że statystyczny pacjent z NZJ jest co roku blisko 30 dni na zwolnieniu. Myślę, że liczba ta jest zaniżona — gdyż wśród chorych 25 proc. stanowią dzieci, których rodzice również korzystają ze zwolnień. Niestety resort zdrowia zdaje się nie uwzględniać w swoich analizach tzw. kosztów pośrednich. 

Jak wygląda kwestia dostępności do leczenia?

Z przykrością patrzę na sytuację młodych osób, które od samego początku nie mogą liczyć na optymalne leczenie.  Na początku tego roku sytuacja pacjentów z wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego nieco się poprawiła, bo Ministerstwo Zdrowia, wbrew opiniom Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, zdecydowało o wprowadzeniu programu lekowego pozwalającego na roczne leczenie biologiczne. Niestety nadal jest to kropla w morzu potrzeb pacjentów z NZJ. My lekarze chcemy leczyć naszych pacjentów tak, jak robi to cały świat, to znaczy do momentu, gdy odpowiadają oni na leczenie. To lekarz razem z pacjentem powinien decydować, kiedy leczenie wdrożyć, a kiedy z niego zrezygnować. Z tej perspektywy dostęp do leczenia biologicznego jest w Polsce absolutnie niedoskonały. Niestety, nadal pod względem dostępu do leczenia znajdujemy się na szarym końcu Europy, pomimo zmian wprowadzonych przez MZ. 

A jakie są standardy leczenia w innych krajach europejskich?

Moim zdaniem nie trzeba się porównywać do państw Europy Zachodniej, wystarczy spojrzeć na sytuację pacjentów w Czechach czy na Węgrzech, gdzie dostęp do terapii jest zdecydowanie szerszy i łatwiejszy. W całej Europie gastroenterolodzy mają wspólne wytyczne ECCO. Niestety, w Polsce nie leczymy zgodnie z tymi standardami, ponieważ nie mamy takich możliwości.

Oczywiście należy oddać sprawiedliwość i przyznać, że mamy możliwości leczenia w ramach terapii podstawowej. Mamy refundację leków immunosupresyjnych, mesalazyny. W styczniu weszła refundacja budezonidu we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego, która nastąpiła niemal chwilę po tym, jak został on zarejestrowany w UE. Niestety, nadal kuleje w Polsce dostęp do leków biologicznych, nie tylko pod względem ograniczeń czasowych w stosowaniu molekuł, ale również ograniczenia grupy pacjentów mogących uczestniczyć w programie lekowym. W praktyce terapie biologiczne w Polsce zarezerwowane są wyłącznie dla najciężej chorych. Na świecie pacjenci ze wskaźnikami Crohn Diseases Activity na poziomie 220-240 kwalifikowani są do leczenia biologicznego, podczas gdy w Polsce wskaźnik ten musi przekroczyć wartość 300, co wskazuje na skrajnie ciężki przypadek. To przekłada się na efekty leczenia, lecząc cięższe przypadki mamy gorszą efektywność.

Czego oczekują zatem lekarze?

W pierwszej kolejności powinniśmy móc leczyć naszych pacjentów na wcześniejszych etapach choroby, np. przy tzw. średnim zaostrzeniu. Ma to na celu ograniczenie najcięższych powikłań. Liczymy również, że pieniądze zaoszczędzone dzięki wykorzystaniu wchodzących na rynek leków biopodobnych, będą mogły być wykorzystane na rozszerzenie listy leków refundowanych, czy wskazań w programie lekowym np. dla pacjentów po przebytej resekcji jelita, w ramach leczenia podtrzymującego. Obecnie takiej możliwości nie ma, co więcej u pacjentów po interwencji chirurgicznej  musi wystąpić zaostrzenie choroby,  by mogli ponownie skorzystać z leczenia biologicznego.

Kolejną istotną kwestią jest to, że  nie mamy dostępu do leków z grupy antyintegrynowych,  są to nowe leki biologiczne, które w wielu krajach są refundowane. Wśród nich jest oczekiwany przez środowisko polskich lekarzy wedolizumab. Trzy miesiące temu został również zarejestrowany ustekinumab, który również nie jest refundowany. 

Wydaje mi się, że z punktu widzenia płatników, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, sposobem na optymalizowanie wydatków na leczenie jest liczenie kosztów społecznych. Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłoby zainwestowanie w innowacyjne terapie. 

 

O kim mowa

Prof. dr hab. n. med Grażyna Rydzewska, gastroenterolog, kierownik Kliniki Gastroenterologii CSK MSWiA w Warszawie, prezes Polskiego Towa-rzystwa Gastroenterologii w kadencji 2016-2018
 i prezes Polskiego Klubu Trzustkowego. 

 

 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.

Komentarze